Call of Duty 2 jest dla mnie grą, którą wspominam bardzo ciepło. Część ta była jedną z pierwszych oryginalnych gier, jakie kupiłem, jak również jedną z pierwszych gier multiplayer, w jakie grałem przez dłuższy czas w okresie liceum. Niestety, próby instalacji mojej wysłużonej płyty z grą nie przyniosły rezultatu. Mając trochę szczęścia, znalazłem promocję na ten tytuł w aplikacji Xbox i okazję tę wykorzystałem :)

W grze mamy zawarte 3 kampanie, przedstawiające zmagania z hitlerowcami: od mroźnego frontu wschodniego w kampanii radzieckiej, poprzez spalone słońcem piaski pustyni w misjach brytyjskich. Pod koniec naszej wojennej przygody weźmiemy udział w rozpoczynającej tzw. drugi front operacji Overlord, wcielając się w amerykańskiego rangera. Za najbardziej klimatyczne wskazałbym pierwsze misje, gdzie w kilkudziesięciostopniowym mrozie walczymy z odnoszącym olbrzymie sukcesy Wehrmachtem. Jest rok 1941. Znaleźliśmy się na przedmieściach Moskwy, gdzie zostajemy przywiezieni na pace ciężarówki wraz z kilkoma innymi żołnierzami. Po bardzo krótkim treningu strzeleckim* jesteśmy rzuceni do odparcia nacierającego wroga. Takie rozpoczęcie rozgrywki nadaje grze klimatu i kontekstu historycznego, kiedy to kolejno mobilizowane jednostki sowieckie wchodziły do akcji, aby powstrzymać niemiecką ofensywę. Ciekawostką, która może nam umknąć, jest to, że przed rzuceniem się w wir walki jesteśmy świadkami przesłuchania niemieckiego jeńca. Dowódca, który przed chwilą szkolił nas i wydał nam rozkaz do odparcia nieprzyjaciela, zostaje z jeńcem, aby „się nim zająć”. Kiedy opuścimy pomieszczenie, za naszymi plecami usłyszymy charakterystyczny wystrzał z broni osobistej oficera…
*podczas treningu porzucamy też ziemniakami/pyrami ^^

Następnie wydarzenia przenoszą nas na koniec roku 1942 i sławnej obrony Stalingradu, będącej symbolem końca dominacji armii niemieckiej na froncie wschodnim. Misja rozpoczyna się od odparcia nacierającego przeciwnika, który próbuje zająć bronione przez nas pozycje. Naziści poprzedzają swój szturm zasłonięciem pola walki gęstą zasłoną dymną**. Niemiecki atak oczywiście się załamuje i wraz z resztą czerwonoarmistów przeprowadzamy kontratak, kończący się szturmem na silnie umocnioną kwaterę wroga. Misja kończy się spektakularną walką w bronionym przez Niemców budynku. Żołnierze Wehrmachtu po klęsce na parterze postanawiają zabarykadować na wyższych piętrach, co okazuje się dla nich zgubne. Po podłożeniu materiałów wybuchowych mamy możliwość obserwowania spektakularnego wysadzenia w powietrze całej budowli wraz z obrońcami.
** Granaty dymne były nowością w tej części, możemy je wykorzystywać np. do ataku na stanowiska karabinów maszynowych.

Następną w kolejności jest kampania brytyjska, rozpoczynająca się w 1942 roku, gdzie jako członek oddziału dywersyjnego mamy za zadanie zniszczyć zaopatrzenie armii niemieckiej umieszczonych w bunkrach na południe od El-Alamein. Przenosimy się więc ze śnieżnego, skrajnie mroźnego klimatu w pustynne rejony Afryki Północnej. Tutaj spotkamy ikoniczną postać, która występuje w wielu grach serii Call of Duty, czyli kapitana Price'a. Misje brytyjskie wyróżniają się nocnymi rajdami oraz dynamicznymi starciami czołgowymi, w których wyciśniemy pełną moc z silnika naszego Crusadera***, by z bliskiej odległości oddać skuteczny i zabójczy ogień w kierunku niemieckich czołgów.
*** Cruiser Mk VI, Crusader.

W 1944 roku rozpoczyna się ostatnia, tym razem amerykańska kampania. Podobnie jak we wcześniejszej o kilka lat grze Medal of Honor: Allied Assault, tu również będziemy brali udział w D-Day. Naszym celem będzie zniszczenie wrogich stanowisk ciężkiej artylerii. W filmowo zrealizowanej scenie desantu na silnie bronionym wybrzeżu, pod ogniem nieprzyjacielskiej artylerii oraz karabinów maszynowych, musimy dostać się do liny wspinaczkowej i wspiąć się po niej na wysoki, trzydziestometrowy klif. Po brawurowej wspinaczce przedrzemy się przez umocnienia Wału Atlantyckiego, by dotrzeć do zagrażających alianckim jednostkom baterii dział.

Powyższy tekst mógł was przekonać, że mamy do czynienia z bardzo dobrym tytułem i tak w dużej mierze jest. Jednak gra ma też swoje wady, które po części mogą wynikać z jej daty wydania. Gra, mimo pewnych miejsc, gdzie mamy pewną dowolność i możemy obchodzić pozycje wroga, jest dość liniowa i często „korytarzowa”, a same mapy wydają się dość małe. Średnio przypadły mi do gustu również misje, podczas których zasiadamy za sterami pojazdów. Choć muszę przyznać, że przynajmniej te fragmenty nie były jakoś szczególnie trudne i spełniały swoje zadanie, wprowadzając pewnego rodzaju urozmaicenie i nie będąc frustrująco trudne, jak to się zdarza w niektórych starszych grach. Za minus uznałbym również mało spektakularne zakończenie. Ostatnia misja, choć zaczyna się obiecująco (atak z pojazdów desantowych), jest mało spektakularna i nie może się równać zakończeniu Call of Duty 1.

Nie mogę nic napisać o trybie multiplayer i jak przetrwał próbę czasu, gdyż obecnie nie grałem za dużo w sieci. Jest to związane z tym, że spotkałem graczy tylko na serwerach Deathmatch i szybko się od nich odbiłem. Z czasów świetności sporo czasu spędziłem w trybie Team Deathmatch.

Poruszając wcześniej temat gry singleplayer oraz multiplayer, należy wspomnieć o uzbrojeniu, jakie trafi w ręce gracza. Do dyspozycji mamy dużą liczbę pistoletów, karabinów powtarzalnych, samopowtarzalnych, pistoletów maszynowych, karabinów maszynowych i innych destrukcyjnych urządzeń. Będziemy mieli okazję postrzelać z zasypującej wrogów lawiną ołowiu, wyposażonej w 71-nabojowy magazynek PPSh-41, oraz jej mniej spektakularnej w tej roli (bo wyposażonej w „zaledwie” 35 naboi), ale wyraźnie celniejszej przy ogniu automatycznym PPS-42. Nowością po stronie Amerykanów będzie nowy pistolet maszynowy M3 Grease Gun, który ma niższą szybkostrzelność i większy magazynek (32 naboi) niż znany z poprzedniej części Thompson (który tym razem ma 20-nabojowy magazynek, a nie 30-nabojowy). Całego dostępnego arsenału nie ma sensu wymieniać, ale fani drugowojennych gier powinni być usatysfakcjonowani :).

Powrót po około 15 latach do gry oraz znacznie wydajniejszy sprzęt pozwoliły mi cieszyć się tą produkcją na maksymalnych detalach z włączonym DirectX 9 przy płynnej rozgrywce, co było kiedyś niemożliwe na moim GeForce FX 5500, gdzie włączenie tych bibliotek powodowało odczuwalny spadek wydajności. Musiałem wówczas korzystać z DirectX 7, co wiązało się z gorszym oświetleniem, teksturami oraz brakiem przezroczystości wody – różnica w jakości obrazu jest znaczna.

Jeżeli chodzi o grafikę, to muszę przyznać, że gra nie odpycha od ekranu. Największym mankamentem, jaki mógłbym zarzucić, są rzucające się niekiedy w oczy niskiej jakości tekstury przedstawiające tło na mapie oraz pewna „sterylność” otoczenia. Zmagamy się również z atakiem klonów (powtarzające się modele wrogów). Może przez to, że ogrywałem grę na telewizorze, rzucało mi się to w oczy, szczególnie powtarzający się model wąsatego Niemca, którego pokonywałem w wielkiej liczbie na różnych szerokościach geograficznych ;p. Po prostu czasem widać, że mamy do czynienia z grą z przełomu ery Xbox/Xbox 360. Jednak wydarzenia przedstawione w grze nadal budzą emocje, a szybkie tempo rozgrywki nie pozwala na przejmowanie się tymi niewielkimi mankamentami.

Dobrze, moim zdaniem, wypada ścieżka dźwiękowa. Bronie różnią się znacząco dźwiękiem wystrzału. Gdy poradzimy sobie z falami wrogów i musimy przemieścić się do następnego sektora, gdzie czeka na nas następny skrypt i przygotowani wrogowie, słychać dodające klimatu odgłosy dalekich zmagań. Szczególnie niepokojąco, a zarazem klimatycznie brzmiał odgłos czterolufowego działka przeciwlotniczego w misji Bitwa o Pointe du Hoc, które swoim przerażającym dudnieniem i siłą rażenia trzymało nas na dystans.

Podsumowując moją przygodę z Call of Duty 2, nie żałuję wydanych na ten tytuł pieniędzy. Nadal jest to dobra, warta zagrania gra. Strzela się przyjemnie, tempo akcji mało kiedy zwalnia, dając graczowi wiele dostarczających adrenaliny chwil.

Uwagi:

1. Muszę wspomnieć, że gra nie działała mi kilka miesięcy temu, kiedy zainstalowałem ją na laptopie z zintegrowaną kartą graficzną Intela.
2. Kiedy zmieniłem rozdzielczość z 1920×1080 na wyższą i chciałem wrócić do Full HD ze względu na lepszą płynność, gra mi na to nie pozwalała — przy próbie zmiany rozdzielczości wyrzucało mnie do pulpitu. Pomogła dopiero reinstalacja.


Galeria :)