Recenzja Call of Duty 3 - wrażenia po 17 latach :)

W listopadzie, po dość długich namysłach, zakupiłem Xbox Series X. Jest to świetna maszyna do odświeżenia sobie „klasycznych” gier wydanych na konsole firmy Microsoft. Ponadto święto 11 listopada skłoniło mnie do sięgnięcia po Call of Duty 3, w którym możemy wcielić się w polskiego żołnierza biorącego udział w kampanii normandzkiej (tylko ta część nam to umożliwia)*. Nie jest to bynajmniej jedyna cecha wyróżniająca „trójkę”. Tym razem deweloperem „głównej” części cyklu był Treyarch, a nie, jak dotychczas, Infinity Ward. Call of Duty 3 charakteryzuje się również tym, że została wydana wyłącznie na konsole**.

Ówcześnie, będąc głównie graczem konsolowym, nie była to dla mnie przeszkoda. Z tytułem zapoznałem się dwa lata po premierze, czyli w 2008 roku, na Xboxie 360. Jako fan Call of Duty 2 (PC) i tamtejszego trybu multiplayer „trójka” zrobiła na mnie zasadniczo pozytywne wrażenie. Byłem zachwycony grafiką, ale sama kampania wydawała się gorsza niż w drugiej części. Nie wciągnął mnie też tryb wieloosobowy. Ogólnie gra na jakieś 7/10. Powrót po latach okazał się zaskakująco dobry, a przechodząc kampanię, wciągnąłem się bardziej niż przed laty.

Podobnie jak w „dwójce”, rozpoczynamy rozgrywkę od krótkiego szkolenia strzeleckiego, po którym zostaniemy wysłani do walki. Tym razem jednak nie wcielamy się w czerwonoarmistę broniącego Moskwy, lecz w amerykańskiego G.I. walczącego we Francji. Widoczną różnicą podczas treningu jest to, że jako żołnierz najpotężniejszej wówczas potęgi przemysłowej świata mamy do dyspozycji prawdziwe granaty zamiast „ziemniaczanego” substytutu. ;^;

Już po pierwszych minutach gry, czyli podczas szkolenia, rzuca się w oczy ulepszona fizyka. Wybuch granatu wywołał u mnie efekt „wow”! Po odbezpieczeniu i celnym trafieniu doszło do spektakularnej eksplozji. Beczki i opony znajdujące się w polu rażenia zostały wyrzucone w powietrze.

Podczas dalszej gry przekonamy się, że nie tylko elementy otoczenia stały się „bardziej interaktywne”. Również nasi przeciwnicy potrafią „dostać skrzydeł”. Rażeni eksplozją potrafią przelecieć kilka metrów w dość groteskowy, przypominający filmy akcji z lat 80., sposób. Dodanie takiej „efekciarskości” moim zdaniem potęguje wrażenie intensywności wirtualnych zmagań.

W tej części Call of Duty fabularnie jesteśmy ograniczeni do terenów Normandii. Nie występuje więc taka różnorodność klimatyczna oraz krajobrazowa, jak w poprzednich odsłonach cyklu. Nie oznacza to jednak monotonii plansz. W pierwszej misji przedzieramy się przez cmentarz, ostrzeliwani przez moździerze i ogień karabinów maszynowych. Będąc pod ostrzałem, kierujemy się w stronę zniszczonej katedry, którą dość szybko zdobywamy. Następnie kierujemy ogniem jednego z czołgów Sherman, które ruszyły do ataku przez biegnącą w pobliżu ulicę. Jak widać z opisu akcja nie zwalnia ani na moment.

Miejsca, które odwiedzimy, są na swój sposób malownicze i miałem wrażenie, że do zaprojektowania lokacji przygotowano solidne szkice koncepcyjne. Podczas kampanii wyzwolimy kilka francuskich miasteczek, przemkniemy przez piwnice pełne „beczek z francuskim dobrem narodowym”, a nawet będziemy szturmować zamek czy dokonamy desantu na drugi brzeg miasta, wiosłując w drewnianej łodzi ostrzeliwanej przez artylerię. To oczywiście nie koniec „atrakcji” podróżniczych, jakie przygotowali twórcy gry. Same lokacje względem poprzedniej części nabrały spektakularności. Efekt ten uzyskano dzięki zwiększonej liczbie postaci oraz pojazdów na ekranie, co symuluje wrażenie uczestnictwa w wielkich bitwach ***.

Podczas recenzji poprzedniej części krytykowałem małą widowiskowość ostatniej misji; tu niestety nie jest lepiej. Widzę zmarnowany potencjał, choć może wynikać to z założeń fabularnych ograniczających miejsce i czas trybu fabularnego. Plansza „The Crossroads” jest jednak dokładnie tym, jak mogłaby wyglądać teoretycznie ostatnia mapa w grze (przynajmniej moim skromnym zdaniem). :)

W „The Crossroads” jesteśmy m.in. ostrzeliwani przez artylerię, przedzieramy się przez zniszczone miasto, walczymy wręcz, wchodzimy i oczyszczamy podziemia/kanały wypełnione wrogami… Moim zdaniem to jedna z najlepszych misji całej gry i chętnie zobaczyłbym ją jako zakończenie kampanii. Tak mogłaby również wyglądać walka miejska w ostatniej misji Call of Duty 2 po desancie na drugi brzeg Renu, zamiast tych niemrawych starć, które tam mieliśmy ;-;

Małym, aczkolwiek odczuwalnym ulepszeniem gameplayu względem poprzedniej części jest możliwość odrzucania wrogich granatów oraz wskaźnik pokazujący, ile czasu od odbezpieczenia granatu mamy na jego wyrzucenie. Właśnie tej funkcji brakowało mi, gdy przechodziłem kampanię w Call of Duty 2.

Natomiast dyskusyjną zmianą jest wprowadzenie dość sporej liczby Quick Time Eventów. Tym razem, podkładając materiały wybuchowe, musimy reagować na polecenia wyświetlone na ekranie; stoczymy też kilka walk wręcz na tej samej zasadzie. Osobiście uważam tę zmianę za plus. W tym miejscu mały spoiler: jedna walka z przeciwnikiem uzbrojonym w nóż kończy się dość efektownie. 😎

Podsumowując: powrót po latach pokazuje, że jest to bardzo dobra gra i uczciwie można jej wystawić ocenę 8/10. Oczywiście gra nie jest pozbawiona wad: czasem dziwne proporcje modeli postaci, brak przewijania cutscenek, niekiedy koślawe animacje, sporadyczne bugi, głosy postaci chwilami jakby zaczerpnięte z poprzedniej części; pewna oldschoolowość gameplayu, choć to akurat był dla mnie plus. Nie powiem, że jest to lepsza odsłona niż druga część cyklu, jednak warto sprawdzić ten tytuł, szczególnie że na promocji można go dostać już za 34,50 zł.

Uwagi:

PS. Nie grałem nigdy dłużej niż kilka minut w VR, ale sądzę, że ta część nadawałaby się do takiego odświeżenia. Chętnie zobaczyłbym ten tytuł w 4K z poprawionymi teksturami i filmami oraz z takim trybem.
PS2. Korekta dokonana z pomocą ChatGPT — z zachowaniem klimatu, emotek i pierwotnego charakteru tekstu :)

* wcielamy się w żołnierza 1. Dywizji Pancernej, biorącego udział w walkach we Francji w 1944 roku.

** co pozwoliło wykorzystać moc obliczeniową Xboxa 360; były też wersje na konsole szóstej generacji.

*** w większości są tylko tłem, ale bardzo licznym.


Galeria :)